piątek, 13 marca 2015

Anioł Stróż - Nicholas Sparks

       Sięgając po kolejną powieść Sparksa myślałam, że będzie podobna do poprzednich. Ot typowa historia miłosna. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w połowie książki odkryłam, że czytam thriller. Macie ochotę dowiedzieć się, jak mu wyszło? Tak samo dobrze, jak łzawe romansidła czy jednak nie ma już tego czegoś? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.
      Poznajemy Julie, która została wdową w wieku 25 lat. Niespodziewanie w Wigilię dostaję psa od zmarłego męża. Mijają cztery lata. Kobieta zaczyna umawiać się na randki. Jest jednak bardzo niepewna w relacjach z mężczyznami. Wszystko przeważnie kończy się po jednym spotkaniu. Dopóki nie poznaję Richarda. Musi przyznać, że podoba się jej. Natomiast mniej jej psu. Na jego widok robi się  bardzo agresywny. Julie sądzi, że jest po prostu o nią zazdrosny. Czy jednak obawy psiaka okażą się słuszne?
       Julie odkrywa, że nic z tego nie będzie i postanawia umówić się... ze swoim przyjacielem. Ciągle zastanawia się czy im wyjdzie, ale uważa, że warto zaryzykować. Richard jednak nie daję jej spokoju. Kobieta nie ma pojęcia o co może mu chodzić... Czy jest bezpieczna? Kim tak naprawdę okaże się Richard?
        Książka mnie naprawdę zauroczyła. Nie od dzisiaj wiadomo, że Sparks ma świetny styl. Pozycję przeczytałam w zaledwie kilka godzin. To naprawdę sygnał, że powieść jest dobra. Autor postanowił nas zaskoczyć. Napisał naprawdę coś nieprzeciętnego. Oczywiście nie obyło się tutaj bez wątku miłosnego, jednak nie on jest na głównym planie. A co jest? Mamy do czynienia z kimś kto nie cofnie się przed niczym. Cały czas zastanawiamy się czy główna bohaterka jest bezpieczna.
         Anioł Stróż zaczyna się naprawdę banalnie. W sumie nie. Rzadko dostaję się prezenty od kogoś, kogo już nie ma na tym świecie. :) Jednak Sparks łatwo przechodzi z jednej sceny w kolejną. Naprawdę ma tę łatwość. I wyjątkowo - nie ma łez!

         
Ocena: 7/10

czwartek, 26 lutego 2015

Poczwarka - Dorota Terakowska

         Od samego początku wiedziałam, że ta książka będzie inna. Wskazywał na to sam fakt, że czytałam ją w pdf-ie, nie robiąc przy tym żadnej przerwy. Nawet moje wrażliwe oczy się nie zmęczyły! Może po prostu łzy je ukoiły? :)
         Adam i Ewa (uważam, że wybór akurat tych imion nie był przypadkowy) wiodą poukładane życie. Niczego im nie brakuję, więc decydują się na dziecko. Wszystko układa się idealnie aż do dnia narodzin. Dziewczynka rodzi się z zespołem Downa. Rodzice przeżywają szok. Niestety Adam nie potrafi zaakceptować tego co otrzymał. Zawsze marzył o rodzinie idealnej. Nie zamierza wychowywać osoby, która nie będzie potrafiła spełnić jego oczekiwań. Chcę oddać dziecko. Ewa postanawia sprzeciwić się mężowi. Nazywa dziewczynkę Myszka. Mężczyzna nie potrafi zrozumieć tej decyzji, jednak nadal chcę żyć z kobietą. Niekoniecznie ze swoim dzieckiem.
         To życie nie jest łatwe. Adam patrzy na Myszkę z obrzydzeniem. Nie chcę, nie potrafi jej zaakceptować. Mogłoby się wydawać, że ona o tym nie wie. Jednak prawda jest inna. Ona czuję, że tatuś się odsuwa, że nie chcę jej dotknąć. Mimo, iż jest upośledzona zdaję sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. Próbuję to zmienić. Chcę zasłużyć sobie na miłość. Jednak to co w jej głowie jest idealne, w świecie zewnętrznym wygląda zupełnie inaczej.
         Myszka ma swój własny świat. Naprawdę, kiedy zaczniecie czytać - od razu ją pokochacie. Nie będzie Wam przeszkadzał jej defekt. To naprawdę nic. Szkoda, że Adam nie mógł tego zrozumieć. W książce jest pokazana droga, jaką trzeba iść, żeby wychowywać osobę chorą na zespół Downa. Nie jest to łatwe. Ewa naprzemiennie kocha i nienawidzi córkę. Powieść pokazuję, jak trudno wychować osobę niepełnosprawną.
         Pozycja jest naprawdę niesamowita! Czytając mamy wrażenie, że utożsamiamy się z którymś z bohaterów. Z którym? To chyba tak naprawdę zależy od tego w jakiej sytuacji jesteśmy. Dzięki książce stajemy się wrażliwsi. Dzięki niej nauczymy się patrzeć na osoby chore inaczej. Nie z obrzydzeniem. Nie z wyższością. Może chociaż w maleńkim stopniu je zrozumiemy.

Na pewno jest to powieść, do której się wraca. Nie można o niej szybko zapomnieć. Ona cały czas tkwi w podświadomości, nawet jeśli człowiek myśli, że już nie ma z nią dużo wspólnego. Naprawdę ma, bo taka historia mogłaby wydarzyć się w życiu każdego z nas.

Ocena: 10/10 

sobota, 21 lutego 2015

Pięćdziesiąt twarzy Greya - E. L. James

         Książka, o której słyszał każdy.  Dużo osób mi o niej opowiadało. Być może opowiadało to za duże słowo. Mówili, albo że jest infantylna, albo jaka to przecudowna! I oprócz tego, że można ją nazwać książką erotyczną nic więcej się nie dowiedziałam. Nie lubię czytać recenzji przed przeczytaniem czegoś. Psuję mi to radość czytania. :) Nie miałam w planie czytać tej "książki dla mamusiek", jak to mi pewna osoba powiedziała. W sumie dość długo dyskutowaliśmy czy to faktycznie jest "książka dla mamusiek". Wiadomo opinii tyle ile osób. Co mnie zatem skłoniło? Sama nie wiem. To był zwyczajny impuls, zwłaszcza, że 15 książek czeka w kolejce, więc na brak lektury nie mam co narzekać.
          Na początku książki poznajemy młodą, niedoświadczoną Anastasję (Anę) oraz niesamowicie przystojnego, na widok którego każdej kobiecie zapiera dech w piersiach Christiana Greya. Ana kończy szkołę, a on jest prezesem w szybko rozwijającej się firmie. Kobieta przeprowadza z nim wywiad. I rzecz by można, że historia się kończy. Grey odszukuję dziewczynę, umawiają się na randkę. Zapachniało mi w tamtym momencie tanim romansidłem.
Następnie Grey chcę wszystko zakończyć (zanim cokolwiek się zaczęło) i oznajmia Anie, że nie jest dla niego! Tutaj akurat wyczułam, że już gdzieś to czytałam, ale nie wiadomo, w którym kościele mi dzwoniło, więc zostawiłam to w spokoju. Jak się pewnie domyślacie młoda kobieta nie daję za wygraną i uwodzi czarującego mężczyznę.
          Grey przeraża kobietę tym, jaki seks lubi. A ta mu wyjawia, że jest dziewicą. Tak, z tego momentu powieści miałam największy ubaw. Wszystkie jego niecne plany spaliły na panewce. Jednak mamy do czynienia z upartą osóbką, która nie daję się spławić za drzwi. I uprawiają pierwszy seks. Specjalnie użyłam słowa pierwszy - dla Anastasji jest to pierwszy raz, a Grey uprawia po raz pierwszy waniliowy seks.

- Co to jest waniliowy seks?- Czysty seks, Anastasio. Żadnych zabawek ani dodatków (...)
-Och.- Myślałam, że nasz seks był czekoladowy z sosem karmelowym i wisienką na wierzchu. Ale co ja tam mogę wiedzieć...

         Jednak to nie jest to, czego pragnąłby Christian. On uwielbia perswazję i dominację. Zabiera ją do swojego pokoju zabaw... Dziewczynie nie podoba się to ani trochę.  Pokazuję jej świat BDSM. W sumie co do tego można mieć duże wątpliwości. Powiedzmy, że jest to bardzo mała i bardzo delikatna namiastka BDSM. Jeśli ktoś nie wie co to jest odsyłam do Wikipedii. Także nie mogę powiedzieć, że w książce było dużo perswazji.
         Ana boi się bólu. Nie chcę, żeby chłopak zrobił jej krzywdę. Po poznaniu go  ciągle płacze. Nie może powstrzymać łez. Niepokoi to jej znajomych. Przecież ona wcześniej nigdy nie uroniła chociażby jednej łzy, ale i nie była zakochana. Ciągle zastanawia się czy chcę takiego życia, jakie może zaofiarować jej Christian.
         W całej książce zdecydowanie najwięcej jest tego, jak bardzo Ana się boi, że Christiana bezwzględnie nie wolno dotykać, jak to Anastasja niesamowicie pachnie,  że ma jeść oraz że nie może przyjmować tak drogich prezentów, bo czuję się jak dziwka. Tak, zdecydowanie za dużo było tych zdań... Każde pojawiało się w każdym rozdziale. Do znudzenia.
          Książka praktycznie opiera się na tym, że albo główna para bohaterów je kolację albo uprawia seks. (W sumie dla Greya było to ostre pieprzenie, ale co ja tam wiem) Są jeszcze sceny poboczne, ale można je tutaj pominąć. A zakończenie też jest bardzo śmieszne. :D Ana ucieka, bo Christian daję jej 6 (słownie: sześć) klapsów pasem! A wiedziała na co się piszę...
     
Co myślę? Sama nie wiem. Na pewno plusem powieści jest to, że bardzo szybko się czyta. Minusem jest  na pewno fabuła, która zbytnio nic ciekawego nie wnosi oraz trochę zakłamany świat BDSM. Bo w końcu, albo jest uległa, albo lubi jak się z nim droczy. No i na takich warunkach uległa nigdy nie wprowadzałaby warunków, ale no autorka chciała tak. Nie mam pojęcia czemu pozycja stała się bestselerem. Na moje jest to szybka książka na oderwanie się w samotnym wieczorze. Nic więcej.

Ocena: 4/10